Zapachniało mi ostatnio wigilią. Co prawda do świąt jeszcze troche czasu (chociaż jak znam życie lada moment w telewizji jak i na wystawach sklepowych pojawią się świąteczne ozdoby), to mi już “zapachniało” świetami
Postanowiłem przygotować sobie już jakąś wigilijną potrawę
Jako, że łasuch ze mnie wielki, zacząłem przeszukiwać w internecie przepisy pod kątem takich konkretnie wigilijnych. Deserów robić mi się napewno nie chce, ale jakieś ciasto to mógłbym upiec. Od małego lubiłem spędzać czas w kuchni – co prawda kucharzem nie zostałem – ale gotować co nie co się nauczyłem.
No dobrze ale wracając do meritum sprawy. Powiem szczerze, że albo ja nie umiem szukać, albo w necie nie ma żadnych ciekawych przepisów wigilijnych. Wszystkie takie, albo wymyślne albo tak “pospolite”, że aż niesmaczne
Zadzwoniłem więc do przybytku wszech wiedzy kulinarnej (tak, tak do drogiej mamusi) z zapytaniem o jakiś ciekawy przepis. Zdziwiła się kobiecina co nie miara – ale, że synusia kocha bardzo to z anielską cierpliwością odpowiadając na wszystkie głupie pytania, przepis podytkowała.
Tak więc radosny, wyskoczyłem do sklepu po niezbędne artykuły, którymi są:
Na ciasto:
- 2 szklanki mąki krupczatki
- 2/3 kostki margaryny
- 1 szklanka cukru pudru
- 3 żółtka
- 2 łyżki śmietany
Na masę makowo-jabłkową:
- 30 dag maku
- 0,4kg jabłek
- 5 jajek
- 20 dag margaryny
- 1,5 szklanki curku bakalie
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 8 łyżeczek kaszy manny
- 1 aromat migdałowy
Do dekoracji:
- polewa czekoladowa
- płatki migdałowe/wiórki kokosowe/kolorowa posypka/siekane orzechy
Oczywiście w sklepie spotkałem miła młodą (a jakże) zaprzyjażnioną panią sprzedawczynie której nieomieszkałem się pochwalić o moim smaku na wigilie. Pośmialiśmy się razem, po czym zapowiedziała, że wpadnie wieczorem skosztować. To jeszcze bardziej zmotywowało mnie do dobrego kuchmarzenia.
Ok, ale jak w końcu przygotowuje się to potrawę? Już spiesze z opisem. Wpierw przygotujmy masę makową – to co prawda mój słaby punkt ale jakoś sobie poradziłem. No więc… najpierw trzeba mak sprzyć i zmielić. Margarynę rozpuścić i ostudzić. W między czasie możemy obrać jabłka i zetrzeć. Oczywiście na tych dużych oczkach. Potem jajka z cukrem ubijamy na parze, a gdy ostygną możemy dodawać roztopioną margarynę, jabłka, mak i kaszę mannę. Pożniej już tylk prosezk do pieczenia, bakalie i aromat migdałowy. Masę wylewamy na ciasto. Ja to pieke tak na oko, aż widze że jest dobre. Pirazy drzwi to było coś koło godziny. Temperaturka oczywiście 180 stopni. Po upieczeniu i ostudzenu polewamy wszystko polewą i czym kto tam lubi
Ciasto mi wyszło przepięknie, a że kupiłem jeszcze pomarańcze, to je trochę ugniotłem i aromat roznosił się po całym mieszkaniu. Wieczorem wpadła sklepikareczka i… i to już zostanie moją pyszną tajemnica, ale możecie być pewni, że ciasto smakowało jej jak nigdy.