2009
09.20

Ostatnio moja córa przerabia w szkole Cierpienia młodego wertera – a co za tym idzie – przerabiam je również i ja. Nie chciałem dać poznać córze że ja – ostoja wszechwiedzy i madrości tematów wszelakich – nie bardzo już pamiętam czego ten Werter kwękał. Kłamał nie będę ma dusza do cyferek należy, i na polskim zbytnio nie uważałem.

No ale do rzeczy – zaczałem przeszukiwanie internetu w celu namierzenia jakiegoś serwisu na którym znalazłbym owe streszczenia lektur szkolnych. Sprawa okazała się o tyle trudna, że większość streszczeń które znalazłem sa raczej niskich lotów (albo ja jestem taki stary) i nie bardzo wiedziałem co autor pił w czasie produkowania owego streszczenia. Po prawie godzinnych poszukiwaniach znalazłem streszczenie młodego wertera przeczytałem, przyswoiłem, piwkiem zapiłem i poszedłem córe przepytywać zaskakujac ja, moja wszechwielka erudycja – hełbiac sie przy tym niemiłosiernie.

Swoja droga, to ten Werter miał równo w głowie nasrane, czyż nie? Marudził, kwękał, zabić się próbował a nawet i to mu się w sumie nie udało. Nigdy nie lubiłem tych szkolnych lektur – takie to to, nudne, mało przyswajalne dla mnie. W dzisiejszych czasach tym bardziej chyba te lektury powinny być zmienione, że tak powiem – dostosowane do czasów.

Nie sadze by moja córa wyniosła coś z omawianej lektury, ona tego nawet nie zrozumie. Humanista nie jestem, ale myśle, że sa ciekawsze ksiażki dla dzisiejszej młodzieży, które napewno pochłoneły by je bez końca.

no tyle tego – rozpisywać się nie będę… ;)

No Comment.

Add Your Comment